|
czwartek, 09 października 2008
sobota, 24 maja 2008
I.C.E., czyli In Case of Emergency - w nagłym przypadku. To oznaczenie numeru osoby, która powinna być poinformowana o naszym wypadku. Czyli zazwyczaj rodzica, męża, żony, przyjaciela lub rodzeństwa. Skrót jest zrozumiały dla wszelkich służb ratowniczych, którym możliwość kontaktu z taką osobą jest bardzo przydatna, a czasem nawet niezbędna. Wystarczy więc z swojej komórce dodać kontakt o nazwie "ICE" lub "ICE nazwa" (np. "ICE mama") i odpowiednim numerze telefonu. Ewentualnie przy kilku takich kontaktach można dodać cyfry, określające priorytet np. "ICE1". I to wszystko. Tak mało wysiłku a może nam nawet uratować życie.
piątek, 23 maja 2008
Chyba każdy z nas słyszał o malarii. Obecnie Polska nie jest krajem zagrożonym tą chorobą, więc myślimy o niej rzadko, albo i wcale. Ale na świecie corocznie około 3 miliony osób umiera na malarię. Z czego większość to dzieci i kobiety w ciąży. Jest jeden prosty sposób, aby temu zapobiegać. To moskitiery. Taka siatka zawieszona w oknie lub nad łóżkiem chroni przed dostępem komarów i tym samym przed malarią. Obecnie trwa akcja STOP Malarii, czyli między innymi zbieranie pieniędzy na siatki dla rodzin z Kenii i Ugandy. Akcja prowadzona jest przez PCK. Jedna siatka nie jest droga - kosztuje 20 zł. Aby dołączyć do akcji można wykonać przelew na konto akcji: 71 1160 2202 0000 0001 0692 6894 lub dokonać wpłaty za pośrednictwem tej strony. A potem zachęcić do tego znajomych chociażby przez wysłanie kartki. Druga sprawa, to to, że wyjeżdżając do egzotycznych krajów sami jesteśmy narażeni na tę chorobę. Zatem jeżeli wybierasz się do któregoś z zakolorowanych poniżej krajów, to powinieneś jak najlepiej zabezpieczyć się. A jak się zabezpieczyć?
piątek, 02 maja 2008
Czy potrafisz przeżyć chociażby jeden dzień bez używania komputera? ![]() A aspekt ekologiczno-oszczędnościowy to nie wszystko. Zamiast spędzać sobotę przed komputerem można zrobić dużo dobrego - dla siebie i dla innych. Zostaje też więcej czasu na modlitwę. A Ty? Czy dasz radę? Czy komputer jeszcze nie stał się twoim bożkiem? ![]()
czwartek, 24 kwietnia 2008
Tym razem wpis dla uczniów i studentów. Inspiracją było to, że ktoś wszedł na Dobre Uczynki po wpisaniu tytułowej frazy w wyszukiwarce. Pytanie podstawowe: czy chrześcijanin może robić ściągi? Chyba wszyscy się zgodzą, że ściąganie to oszustwo - udawanie, że ma się większą wiedzę lub umiejętności niż jest w rzeczywistości. Tak samo "dawanie ściągać" - pomoc w takim oszustwie. Pismo Święte mówi: Obrzydła dla Pana waga fałszywa, upodobaniem Jego - ciężarek uczciwy. (Prz:11,1) Ściąganie, jako oszustwo, jest grzechem. Natomiast czy samo robienie ściągi jest złe? Nie, ale pod warunkiem, że ta ściąga nie będzie użyta. Ktoś mógłby powiedzieć, że to bez sensu. Po co w takim razie robić ściągę, jeżeli nie ma się zamiaru jej użyć? Ano dlatego, że proces robienia sciągi bardzo dobrze utrwala i systematyzuje wiedzę. W końcu w typowej ściądze chodzi o to, aby w jak najmniejszej objętości zmieścić jak najwięcej i jak najważniejszych informacji. A żeby to zrobić, to trzeba przejrzeć cały materiał. Przejrzeć i zrozumieć, bo bez tego nie da się ocenić co jest najważniejsze. Odpowiednio zrobiona ściąga to też taka, z której można szybko przypomnieć sobie ważne informacje, np. w drodze do szkoły, czy tuż przed sprawdzianem. A więc jak zrobić dobrą ściągę?
czwartek, 17 kwietnia 2008
Czy wiesz już, jaką rybę zjesz jutro na obiad? Jeśli dopiero masz zamiar ją kupić, to spróbuj przy wyborze kierować sie nie tylko swoim gustem. Weź też pod uwagę, które gatunki ryb są zagrożone przez przełowienie i staraj się ich unikać. Czy wiesz, że dotyczy to na przykład dorsza, soli i węgorza? Nie kupując takich ryb masz wpływ na to ile ich jest wyławianych i tym samym masz szansę ocalić niektóre z nich. Zatem które są bezpieczne? Do wyboru:
A najlepiej, aby produkt jaki kupujemy opatrzony był logo MSC. Takie oznaczenie daje nam gwarancję, że ryba pochodzi ze zrównoważonych połowów i jest odpowiedniej wielkości. Niestety na razie w Polsce dość trudno trafić na to oznaczenie. Więcej można poczytać w poradniku WWF, na podstawie którego został napisany ten post. Polecam wydrukować sobie dwie ostatnie strony, które mogą służyć jako ściąga przy zakupach. Ściąga z wbudowaną linijką, coby dokładnie ocenić wielkość rybki. Na stronach WWF jest też kilka przepisów z tych ryb, które nie są zagrożone przełowieniem. Wyglądają na ciekawe. I jak tu inaczej zakończyć notkę, jak nie: Smacznego?
czwartek, 10 kwietnia 2008
Ostatnio popularny temat w mediach i na blogach to Chiny, Tybet i olimpiada. Ja też niedawno o tym pisałam. Niestety to, co chińskie władze robią w Tybecie, to nie jedyne łamanie praw człowieka w tym kraju. Również chrześcijaństwo nie może się tam swobodnie rozwijać. Tuż po dojściu komunistów do władzy, wielu chrześcijan trafiało do obozów pracy, a zagraniczni misjonarze byli wydalani lub mordowani. Obecnie nadal zakazana jest tam działalność misjonarska. Owszem istnieją kościoły chrześcijańskie (tzw. patriotyczne), które są uznawane przez władze i popierane. Jednak takie wsparcie ma swoją cenę - kościoły te muszą wzajemnie popierać władze, a ich nauka nie może być sprzeczna z doktryną komunistów. Czyli na przykład muszą zgadzać się na aborcję. W przypadku kościołów katolickich do tych ograniczeń dochodzi zakaz uznawania papieża jako zwierzchnika. Mimo tych ograniczeń kościoły podziemne (tzw. domowe) rozwijają się całkiem prężnie. Mimo, a może częściowo dzięki tym represjom. Z powodu tej sytuacji, w kościołach tych, praktycznie nie ma koniukturalistów. Wiara tamtejszych chrześcijan jest naprawdę silna. Kolejny dowód na to, że Słowa Bożego nie da się zniszczyć. Kościoły chińskie obecnie nie potrzebują już zagranicznych misjonarzy, bo najlepsi misjonarze dla Chińczyków rekrutują się spośród nich samych. A to, czego naprawdę im brakuje to Pismo Święte. Biblię w Chinach można kupić tylko wtedy, jeśli udowodni się przynależność do jednego z oficjalnych kościołów. A właśnie dla pozostałych chińskich chrześcijan są kierowane takie akcje, jak "Biblia dla Chin". Miniaturowe wydania Pisma Świętego drukowane są za niewielkie pieniądze na Dalekim Wschodzie i przemycane do Chin. Druk jednego egzemplarza to 2 dolary. Pieniądze zbierane są we wspólnotach chrześcijańskich na całym świecie. W Polsce ta akcja została zapoczątkowana przez wspólnotę katolickiej parafii w Mławie. Natomiast sam druk i kolportaż prowadzi protestancka wspólnota Revival Chinese Ministries. Ciekawa była motywacja polskiej wspólnoty do włączenia się w tę akcję. W latach osiemdziesiątych skandynawscy protestanci podarowali Polakom 1 400 000 egzemplarzy Biblii Tysiąclecia. Podarowanie takiej liczby Biblii (a w tej chwili już większej) najbardziej potrzebującym ma być zwrotem tego "długu". Mnie najbardziej cieszy współpraca, jaka odbywa się między różnymi wyznaniami. To, że w tym przypadku katolicy i protestanci potrafią razem działać na rzecz innych potrzebujących chrześcijan - protestantów, katolików i prawosławnych. Zachęcam do wsparcia tej akcji. Więcej można poczyć na stronach:
wtorek, 01 kwietnia 2008
Typowy Polak codziennie zużywa kilka jednorazowych torebek foliowych - używa je raz, po czym wyrzuca. I nie bawi się we wrzucenie takiej torebki do pojemnika na tworzywa sztuczne, ale pozbywa się jej w zbiorczym śmietniku. Czyli ta torebka będzie leżała na wysypisku. A okres rozkładu foliówki szacowany jest na 400 lat. I teraz wyobraźmy sobie ile takich torebek codziennie trafia na wysypiska? I ile tam ich będzie za kilkadziesiąt lat? Jedna torebka zajmuje mało miejsca, ale ich tysiące to już nie byle co. A wysypisko to jeszcze nie jest najgorsze miejsce dla foliówki, bo może się ona dostać do morza, zostać połknięta przez jakieś zwierzę i spowodować jego śmierć, czy też leżąc na plaży być ścierana przez piasek, a następnie w postaci pyłu dostawać się do naszych płuc. Nie jest więc przesadą mówienie, że taka plastikowa torebka może zabić. Ludzi, zwierzęta, rośliny, Ziemię. ![]() 5 czerwca ma być Dniem Bez Torebek Foliowych. Dobra inicjatywa, ale po co czekać tak długo? Już od dzisiaj zacznij chodzić z własną torbą na zakupy. Większość sieci supermarketów oferuje takie torby, które się wygodnie składa i są dość wytrzymałe. Na pieczywo bardzo dobrze sprawdzają się lniane torby - taką torbę można nawet samemu łatwo uszyć, a pieczywo w nich oddycha, w odróżnieniu od plastikowych toreb. Jako torbę wielorazowego użytku można też kupić torbę uszytą ze starych banerów reklamowych - jest wygodna, wytrzymała, kolorowa i używając jej jeszcze dodatko zmniejszamy ilość śmieci o ten kawałek banera. Czasem jednak musimy wziąc foliówkę. Bo inaczej np. z kiszonymi ogórkami mielibyśmy problem. W takim przypadku nie należy zapomnieć aby tę torebkę poddać segregacji śmieci. I nie należy używać takich torebek jako toreb na śmieci, bo wtedy trafiają na wysypisko i wracamy do punktu wyjścia. No chyba, że po wyrzuceniu śmieci z torby, ją samą wrzucimy do pojemnika na tworzywa sztuczne. Oprócz pracy nad sobą i zmiany swoich przyzwyczajeń można też poprzeć obywatelski projekt zmiany uchwały o opakowaniach. Według tych zmian rozdawanie darmowych opakowań, które nie ulegałyby biodegradacji byłoby zabronione. Aby nie popierać kota w worku można przeczytać aktualny tekst uchwały i projekt zmian. Podpisy mogą być zbierane do końcówki czerwca. Więcej na temat tego projektu można przeczytać na stronie foliowki.pl. Niestety na razie nie jest tam napisane, gdzie są zbierane podpisy, ale zawsze można się zwrócić do koordynatora regionalnego, a kontakt do nich jest podany. I na koniec ten sam temat trochę na wesoło, czyli nowy superbohater: Siatman. ![]()
piątek, 28 marca 2008
Jutro (29 marca) o 20.00 zgaś na godzinę światło. Po co? Aby pokazać, że chcesz przeciwwstawić się zmianom klimatu spowodowanym nadmiernym zużyciem energii. O tej godzinie czasu lokalnego, w różnych zakątkach świata ma zrobić się ciemno. W akcji Earth Hour wezmą udział takie budynki jak Opera w Sindey, czy most Golden Gate w San Francisco, a z polskich miast - Warszawa i Poznań. Więcej o akcji można poczytać tutaj. Zgaś światło - może zobaczysz tego wieczoru gwiazdy.
czwartek, 27 marca 2008
Obecnie głośno jest na temat sytuacji w Chinach. Zbiegły się w czasie dwie sprawy: krwawe stłumienie demonstracji w Tybecie i przygotowania do olimpiady w Pekinie. Prawa człowieka łamane są w Chinach od lat, ale dopiero ten zbieg wydarzeń spowodował wybuch protestów na świecie, a w szczególności w Polsce. Polscy blogerzy prześcigają się w wymyślaniu form protestu, czy też rozpisują się na temat czy taki protest w ogóle coś da. O co dokładnie chodzi, można przeczytać chociażby na wikipedii, obecna sytuacja w Tybecie jest tam całkiem zgrabnie skompilowana. I teraz pytanie: Czy chrześcijanin może stać spokojnie obok tej całej sytuacji? Czy może nie zwracać uwagi na to, że łamane są prawa człowieka? Nie może i powinien zwrócić uwagę na to już dawno, ale jeśli tego nie zrobił to teraz jest idealna okazja, żeby zaprotestować w sposób głośny i wyraźny. Należy jednak tak zaprotestować, aby dało to jakiś efekt, nie szkodząc przy okazji niewinnym ludziom. Zadanie trudne, być może niewykonalne. Ale warto spróbować. Co zrobić? Po pierwsze można przejrzeć stronę freetibet.pl, dodać ją do swojego czytnika rss-ów, umieścić na swoim blogu baner (lub narożnik jak tutaj) lub też promować i czytać w inny sposób. Po drugie można iść na manifestację. W najbliższym czasie w kilku dużych miastach odbędą się różnego rodzaju demonstracje, aktualny spis jest tutaj. Można też pisać listy wraz z Amnesty International. Dominik Kaznowski na swoim blogu zaproponował, aby w ramach protestu nie oglądać i nie relacjonować olimpiady, bo to uderzy w sponsorów, którzy wchodząc w tę całą grę dali znak, że prawa człowieka w Chinach mało ich obchodzą. A oprócz tego, aby nie kupować produktów owych sponsorów. Akcja "Nie oglądam, nie zabijam". Bloger zachęca popierających do wklejania na swoich stronach takiego obrazka: ![]() Ciekawą formę protestu wymyślił Parakalein - Wyślij swoją koszulkę do Chin. Produkty pochodzenia chińskiego są tak wszędobylskie, że każdy na pewno jakiś ma. Sprawdziłam - ja w tej chwili chociażby piszę na klawiaturze "Made in China". Koszulka jest najprostszym symbolem meidinczajnów. Można ją odesłać do prezydenta ChRL, do organizatorów olimpiady albo do ambasady. Można też to zrobić w większym gronie, bo podczas manifestacji w Warszawie w tę sobotę zaplanowana jest właśnie akcja wysyłania niepotrzebnym chińskich wyrobów spowrotem do Chin. Można też po prostu obkleić się flagami Tybetu, pomarańczowymi elementami lub ogolić głowę. Tylko, czy ktoś (oczywiście ktoś, kto ma wpływ na tę sytuację) to zauważy? Nie twierdzę, że każdy z tych pomysłów jest dobry, ale warto je przemyśleć i ewentualnie wprowadzić w życie. Albo wymyśleć własną formę protestu i zarazić nią innych. No i najważniejsze - nie zapominajmy o Tybetańczykach i Chińczykach w naszych modlitwach. |
|